Miejsce na Twoją reklamę
Sobotnie granie rozpoczęło się od meczu o 3. miejsce. Poziom spotkania był wysoki i momentami mieliśmy wrażenie, że rozgrywany jest finał. Co prawda Frassati szybko odskoczyło (po 2. minutach było 8:0, a po kolejnych trzech 13:2), ale Maximo nie zamierzało tanio sprzedawać skóry. Przebudził się m.in. Maciej Pawlak, który w pierwszych minutach spudłował kilka rzutów. Jego trójka w drugiej kwarcie sprawiła, że na tablicy pojawił się wynik 17:17. W kolejnych minutach prowadzenie zmieniało się kilkakrotnie, ale w trzeciej odsłonie to Maximo przejęło inicjatywę. W 25. minucie było już 38:29, a chwilę potem 44:34 i wydawało się, że Frassati już się nie podniesie. Jednak, krok po kroku, brązowi medaliści z ubiegłego roku odrabiali straty. Z linii rzutów wolnych nie mylili się także Michał Trypuć i Michał Żyłczyński. Ten ostatni – dodajmy – zdobył dwa punkty, które wyprowadziły Frassati na prowadzenie 46:45. Maximo miało jeszcze piłkę, ale stratę popełnił Tomasz Góra. Zarówno on, jak i pozostali reprezentanci tej drużyny w minorowych nastrojach opuszczali halę. Na duchu podnosili ich jednak kibice, którzy byli dla zespołu szóstym zawodnikiem. Podczas spotkania rozwiesili nawet specjalnie przygotowany transparent.Dobre nastroje mieli za to zawodnicy Megi i… Petardy. Ci pierwsi, zwyciężając w finale 49:41, obronili tytuł sprzed roku, natomiast dla drugich wicemistrzostwo to pierwszy tak duży sukces od kilku lat. Dodajmy, że Mega prowadziła już 11:1, co zupełnie zaskoczyło rywali. Potem gra się wyrównała, ale Petarda ani razu nie wyszła na prowadzenie. Zwyciężyła jedynie drugą kwartę, w której jej gracze zdobyli aż 19 oczek i w pewnym momencie tracili do Megi już tylko 2 punkty.Tego dnia sędziowie odgwizdali trzy faule techniczne. Popełnili je Krystian Michalski z Frassati oraz reprezentanci Metalika Petardy – Wiktor Grudziński i Marcin Blumowski. 
Miejsce na Twoją reklamę