Wydawało się, że Mega zrehabilituje się za porażkę z 8 lutego. I wszystko wskazywało na to, że taki scenariusz jest realny. Mega przez długi okres prowadziła, choć Petarda dotrzymywała jej kroku. Zaczęli od punktów Wiesław Dubij i Przemysław Mardosiewicz i było 4:0 dla obrońców tytułu. Chwilę potem ten ostatni rzucił za trzy i zrobiło się 7:2. Kiedy trzy minuty później Mega nadal prowadziła (10:6), dwie trójki z rzędu zaliczył Grzegorz Terlikowski i na prowadzenie wyszedł Metalik. I wtedy Mega się przebudziła, zmieniając rezultat na 16:12. Ponownie nie dał jednak odskoczyć rywalom „Terlik”, trafiając za trzy. Dodatkowe dwa punkty Tomasza Szymczaka sprawiły, że to Petarda prowadziła jednym oczkiem po pierwszych 10 minutach. Obraz drugiej kwarty był podobny, choć oglądaliśmy już mniej efektownych akcji i rzutów. I znów Mega tuż przed końcem prowadziła 26:25, ale rezultat na korzyść Petardy zmienił Martin Kazimierczak.
Po zmianie stron trójkami sypał Orest Bury. 35-letni zawodnik Megi trafił trzy razy zza linii 6,75 m w ciągu czterech minut, dzięki czemu jego team wciąż był na prowadzeniu. Przy stanie 39:35 dla Megi, dwa oczka zdobył jednak Adrian Dąbrowski, a po chwili Wiktor Grudziński trafił za trzy i to Petarda jako pierwsza dobiła do czterdziestki. Pięć punktów „na deser” zdobył jeszcze Terlikowski i przewaga Metalika po trzech odsłonach wynosiła 4 oczka (45:41). Ostatnia część to już dominacja Petardy. Mega, mimo usilnych starań, nie była w stanie przeciwstawić się rywalom. A ci tylko powiększali przewagę, która z dźwiękiem ostatniej syreny wyniosła ostatecznie 13 punktów. Zwycięzcy zagrali w tym spotkaniu na dość wysokiej skuteczności. Trafili 17 na 28 rzutów (60 proc.) oraz wykorzystali 13 z 17 osobistych. Prym wiódł Terlikowski. Warto też dodać, że dużo w tym meczu pojawiło się pretensji do arbitrów - zarówno z jednej, jak drugiej strony.
W drugim rozegranym tego dnia meczu juniorzy Spójni z rocznika 1997 pokonali rok młodszych kolegów w bardzo podobnym stosunku (61:49). Mimo że podopieczni Wiesława Dubija zaczęli mecz bez zmienników, wytrzymywali jego trudy. Tym bardziej, że za nimi dwa wyczerpujące maratony w rozgrywkach strefowych. Dużo w tym starciu - zauważmy - było prób za trzy punkty. Z 35 oddanych rzutów, do celu trafiło 8. Czołowymi postaciami w tej statystyce byli Franciszek Węcławowicz i Sebastian Imaszewski, którzy siedem razy trafili z dystansu, w tym trzy razy już w pierwszej kwarcie. Spójnia I wygrała ją 21:12. W drugiej części do głosu doszli zawodnicy Czesława Kurkiańca, którzy ambitną postawą zmniejszyli stratę do 3 oczek (27:30). Ale po zmianie stron na zbyt wiele pozwolili kolegom z klubu, którzy uzyskali 9 punktów z rzędu. Zarówno tę, jak i ostatnią kwartę 18-latkowie rozstrzygnęli na swoją korzyść i w efekcie wygrali 61:49. Był to rewanż ekipy Dubija za ostatnią porażkę w rozgrywkach ligi wojewódzkiej juniorów.