Miejsce na Twoją reklamę
Mega spotkała się z Maximo w finale ostatniej edycji rozgrywek SLAK. Wtedy ekipa Wiesława Dubija bezapelacyjnie wygrała. Teraz również była o krok od wygranej, ale Maximo zagrało skuteczniej i z większą determinacją, dzięki czemu odniosło premierowe zwycięstwo w nowym sezonie.Skuteczność w tym meczu momentami przypominała czwartkowe starcie juniorów Spójni. Po 5 minutach gry było dopiero 2:2. Maximo postanowiło więc wziąć sprawy w swoje ręce i po kilku skutecznych akcjach prowadziło 10:4, a po 10 minutach już tylko 10:8. Na początku drugiej kwarty wicemistrzowie ostatniej edycji zdobyli 7 kolejnych punktów, dzięki czemu wygrywali już 17:8. Wtedy dwa celne osobiste oddał Andrzej Karaś z Megi, a przeciwnicy odpowiedzieli trójką Jakuba Kisielewskiego. Czas wzięty przez Megę przyniósł efekt, bowiem chwilę potem drużyna odrobiła 4 oczka. Prawdziwa gonitwa miała miejsce tak naprawdę w trzeciej kwarcie. Zaczął za trzy punkty Karaś, potem z linii 6,75 m nie pomylił się Przemysław Mardosiewicz, nie chybili też ich boiskowi partnerzy. W 27. minucie Mega wyszła na prowadzenie 29:27, a tę część zakończyła ostatecznie z 6 oczkami przewagi (35:29). Ostatnią kwartę udanie rozpoczął Jakub Dyba, trafiając jakże ważny, choć jedyny na siedem prób, rzut za 3 punkty. Chwilę potem było już 40:29 dla Megi. Wydawało się, że jest po meczu, ale nic bardziej mylnego. Maximo powstało z kolan, a do walki poderwał kolegów Maciej Pawlak, trafiając dwie z rzędu trójki i doprowadzając do remisu 44:44. Takiej okazji i prezentu od losu gracze Maximo nie mogli nie wykorzystać. Do kosza trafił jeszcze Wiesław Dubij, a po drugiej stronie Tomasz Góra, ale w końcówce celne trafienia Radosława Łoja i jeden wykorzystany osobisty Krzysztofa Kuczyńskiego pozwoliły Maximo zwyciężyć 49:46 i zrehabilitować się za porażkę w czerwcu tego roku.Drugi mecz również miał być rewanżem za pojedynek o 3. miejsce w ostatniej edycji. Help Food wygrał pierwszą kwartę 21:9 (a przegrywał 6:9!), natomiast w przekroju całego meczu był „na plusie” przez blisko 24 minuty. Rywale nie zamierzali jednak tanio sprzedać skóry i sukcesywnie odrabiali straty, m.in. dzięki dobrze egzekwowanym rzutom wolnym. W 28. minucie, po kolejnych celnych osobistych Michała Trypucia i Krystiana Michalskiego, Frassati prowadziło 44:43. Niedługo potem ci sami gracze dołożyli kolejne punkty z gry i przewaga wielokrotnych mistrzów SLAK wzrosła do 8 punktów. W czwartej kwarcie Frassati kontrolowało już przebieg gry i ostatecznie zwyciężyło 17 punktami.We wcześniejszym, czwartkowym meczu Spójnia I wygrała ze Spójnią II 37:29. Mimo że starszy team nie przegrał żadnej z kwart, musiał się nieźle napocić, by wywalczyć w tym starciu 2 punkty.
Miejsce na Twoją reklamę